Friday, December 3, 2010

Wystawa - opienkunowie

Anioły opiekuńcze były pokazywane już wcześniej, zatem stali i wytrwali Podglądacze mojej twórczości nie znajdą w tym poście nic nowego:)
A dla wszytkich niesłoweńskich czytelników i tych, którzy maja trudności z odczytaniem tekstu na pracach napiszę, że tekst ów to fragment z Księgi Wyjścia, moim zdaniem bardzo piękny i uniwerslany:

"Oto Ja posyłam anioła przed tobą,
aby cię strzegł w czasie twojej drogi
i doprowadził cię do miejsca,
które ci wyznaczyłem".





Grajkowie

Nie jestem za umieszczaniem tutaj wystawowych prac, ale na prośby (i groźby:) zmieszczam.
A co mi tam:) Niektóre z nich były już wcześniej, inne są całkiem, całkiem nowe. Jest ich dużo, ale sami chcieliście:) A w dodatku jakość zdjęć taka sobie...Na początek grajkowie.

1.

2

3

4

5

6.

7.
8.

9.
10.

11.

12.
13.

14.
16.

17.


To chyba najdłuższy mój post do tej pory. Gratuluję wszystkim, którzy dotrwali aż do tego zdania:)

fotorelacja

Jakiś czas temu, w zasadzie całkiem nie tak dawno, pisałam o nowej wystawie. W związku z ową wystawą właśnie, dochodzą do mnie maile - petycje i podania od osób Tych z Daleka, i Tych Którzy Niemogą Dotrzeć do Kocevja, z prośbami o zamieszczenie jakieś fotorelacji i pokazania prac. Zatem dla Niemogacych Dotrzeć i dla Tych z Daleka prace już w najbliższym poście, a teraz trochę zdjęć zza kulis, czyli "Jak to z wieszaniem było". A nie było łatwo, oj, nie łatwo...a to, ze względu na warunki, niewielką przestrzeń, ograniczenia czasowe i zakaz wbijania gwoździ w ściany galerii (tak, tak - wszytko zawieszone na wystawowej "szynie", co wbrew pozorom wcale nie ułatwia zadania...).


Rok - zaduma, czyli inaczej problemy z kompozycją.


 Beti - w skupieniu.


Wieszanie, czyli akrobacje Kristiny na drabinie, Beti asekuruje.
 

Żeby nie było - chora, zasmarkana i zakaszlana, ale ja też miałam swój udział w wieszaniu:)


 
 Głupawka zmęczeniowo-późnogodzinna.


W wieszaniu wystaw dochodzimy do perfekcji - Beti za sprawą czarów sprawia iż obrazki same podnoszą się z podłogi i wędrują na ścianę zawisając w najodpowiedniejszym miejscu;)



Tuesday, November 30, 2010

Co z blogowania wyniknąć może

Pewnego pieknego, późnowakacyjnego popołudnia, a może był to poranek? nie pamietam już tak dobrze...Dostałam e-mail od pewnej przemiłej osóbki - Anji. A wszytko zaczęło się od mojego wpisu na temat Oratorium dla dzieci, w które byłam zaangażowana (na początku od strony plastyczno- dekoracyjnej a potem już "na całej linii"). Otóż Anija zaangażowana w "oratoryjne kilmaty" na codzień, zainteresowała się moją słoweńską działalnością na tym polu. W efekcie naszej późniejszej korespondencji, powstał mały artykulik na ten temat :-) Jeśli zatem ktoś jest zainteresowany to TUTAJ jest link do pisma "Kontakt", w którym artykulik ów został opublikowany. Dla ułatwienia napiszę, że tekst znajduje się na stronie 12 i 13 :) 
A jak ktoś ma ochotę ujrzeć sympatyczną Aniję, to kuka na Was ze zdjęcia na stronie 6.

Koński karnet

Jakiś czas temu zostałam poproszona o narysowanie projektu kartki pocztowej - karnetu dla Stowarzyszenia Ugar zajmującego się końmi. Kartka miała być bardzo "końska" i odpowiednia na każdą okazję (z naciskiem na Nowy Rok). Do tej pory nie miałm okazji zajmować się końmi. Zdażyło mi się raz w życiu podczas wakacji w Ustce posiedzieć ok.10 minut na grzbiecie kucyka i to raczej dla towarzystwa młodszej kuzynce, niż z zamiłowania do koni. Oczywiście cenię i podziwiam te dostojne zwierzęta, jadnak nigdy nie przechodziłam przez "etap koni" dość charakterystyczny (chyba) dla małych dziewczynek. Nie obwieszałam ścian pokoju końskimi plakatami, nie zbierałam pocztówek z końmi, nie czesałam namiętnie plastikowych kucyków - my little pony. Zatem zupełnie niedoświadczona w tym temacie zabrałam się za rysowanie. 
Zadanie było nie łatwe nie tyle ze względu na brak obycia w temacie, ale ze względu na obostrzenia, wymagania oraz niemoc decyzyjną zamawiającego. Po dłuuuuugich godzinach szkicowania/rysowania/malowania powstało dość sporo projektów. Konie "na poważnie" i konie "żartobliwie". Zamawiający wybrał trzy projekty, z kórych ostatecznie jeden został "przerobiony" na karnet przez Magdalenkę Szafraniec (pracownia projektowa "em z ogonkiem").
"Koński" projekt wygląda tak:
                 
 Gotowy karnet wygląda niemalże tak. Niemalże,gdyż zamawiający do ostatniej chwili prosił wciąż i wciąż o jakieś poprawki:


Monday, November 22, 2010

Ciepły, letni wieczór.

To nic, że mamy koniec listopada. Dziś ciepły, letni wieczór na ryneczku w małym, słoweńskim miasteczku.

Thursday, November 18, 2010

nocnie

Z racji Anielskiej "wystawki" zbliżającej się w tempie zaskakująco szybkim, jak i z racji wielu ciekawych zdarzeń i wydarzeń w życiu codziennym, nie dysponuję niestety ogromnymi ilościami czasu. Jednakowoż udaje mi się wyłuskać w tzw. międzyczasie jakieś chwilki, które po zebraniu do "kupy" można wykorzystać na malowanie nie tylko przedwystawowych - anielskich tematów. Nie, Aniołkami nie będę teraz zamęczać. Wystarczy, że sama czuję się umęczona tym tematem. I to nie tyle ze względu na same anioły, jak raczej na terminy i zobowiązania. Choć co wnikliwszy obserwator i tu dopatrzy się jakiegoś białego skrzydełka:)


Tuesday, November 16, 2010

Wystawa - razstava:)

Szykujemy kolejną wystawę, a może raczej wystawkę:) 
Tym razem wraz z Beti Malinovič pokażemy Anioły. 
Anioły Beti malowane są akrylem na deseczkach, moje akwarelą i tuszem na papierze.
Na anielską wystawę zapraszamy w grudniu do Kočevjskiej biblioteki


Pripravljamo razstavo!
Skupaj z Beti Malinovič bova pokazali angele.
Betini angeli so slikani z akrilnimi barvami na les, a moji z akvereli in črnilom na papirju.
Lepo povabljeni Decembra v Kočevsko knjižnjico.

Thursday, November 11, 2010

Na dworze, nie na polu.

Dziś na dworze (nie na polu!!!) piękna pogoda, słoneczko świeci i grzeje, liście pod nogami szeleszczą, strumyk za domem szemrzy, niebo między obłoczkami pokazuje błękit. Do świąt jeszcze caaaały miesiąc i trochę. Dlatego do tego wszytkiego jeszcze i obrazek w "klimacie" :-)

Sunday, November 7, 2010

ach, ten Chagall...

To nie moje dzieło, choć bardzo chciałabym móc pochwalić się taką kreską... To kopia Chagalla, akwaforta którą zrobiłam na zajęciach z grafiki, chyba na III roku studiów.





Friday, November 5, 2010

słoweńska jesień

Niebo siwe i błękitne. 
Trwa bura i zielona. 
Liście pod drzewami i na drzewach. 
Ziemia mokro-błotnista i sucho-spękana.
Śmieszna ta słowenska jesień.
Wszędzie pachnie jabłkami.

Monday, November 1, 2010

zupełnie nie w temacie - zima

To nie tak, że się lenię. To nie tak, że nic nie robię. 
Przygotowania do wystawy wcale nie przyćmiły mi codzienności i w tej codzienności obecnych również farb, tuszów, ołówków i innych akcesuarów. Wszytko co powstawało w ostatnim czasie chowałam jednak skrzętnie do tzw. szuflady (tak zwanej dlatego, że tak na prawdę to chowałam do pudełka, a nie do szuflady, z powodów takich, że jej nie mam...:) Prace są związane z pewnymi projektami, które gdzieś tam kiełkują i klarują się w mojej głowie i póki nie wykiełkują i się nie wyklarują, nie chciałam ich pokazywać. Nie chciałam ich pokazywać również z tego powodu, że w wyniku związania z projektami, prace te niezwiązane są ani z porą roku, ani z bieżącymi wydarzeniami, ani z niczym innym oprócz tych projektów właśnie :) Kusiło mnie zachomikowanie ich "na potem", na odpowiedniejszą okazję, na wszelki wypadek gdyby wena mnie opuściła... Bez sensu... I zreszta czy musi coś z być związane?
Zatem dziś niech będzie zimowo (i to wcale nie dlatego, że za śniegiem tęsknię). 

Sunday, October 31, 2010

przeczytane

Co jest najśmieszniejsze w ludziach: 
Zawsze myślą na odwrót: śpieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. 
Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.
Paulo Coelho

Friday, October 29, 2010

domek i osty

Jesiennie z ostami.






















A tak na marginesie (a raczej pod spodem :) to osty można pić, a raczej nie dosłownie osty, tylko herbatkę z ostów!
W Słowenii zbieranie ziół i robienie z nich wszelkiego rodzaju naparów jest bardzo popularne. 
Ja, dziecko miasta, odkrywam tu wiele, wiele niesamowitości i dowiaduję się rzeczy dla mnie zupełnie nowych i zaskakujących. Takich jak np. to, że osty można pić. 
Napar z ostów przygotowuje się jak zwykłą herbatę, czyli zalewamy przegotowaną, gorącą wodą i czekamy aż "naciągnie" (już słyszę głosy oburzenia za strony herbacianych miłośników... wybaczcie proszę moją ignorancję). Taki napój jest ohydnie gorzki w smaku, ale za to jaki ma dobroczynny wpływ na nasze organizmy! Napoju słodzić się nie powinno, aby zachować jego cudowne właściwości oczyszczające. Herbatka z ostów ponoć wypłukuje z naszego organizmu wszytkie trucizny, wyciąga to co niepotrzebne i szkodliwe. Taką herbatkę pije się chyba regularnie przez kilka dni (2-3) powtarzając kurację co dwa miesiące. Te ostatnie dane, mogę w wypadku zainteresowania, jeszcze dokładniej sprawdzić.
Smacznego!

Wednesday, October 27, 2010

Szkice jesienne

Znów jesień w swoim przedzimowym wydaniu... 
Chmurzy się za oknem i szaro, i buro, i deszcz, i błękitnego nieba nie widać.

I jeszcze jeden i jeszcze raz... kotek

Sunday, October 24, 2010

Obiecane fotki

Spełniając prośby zamieszczam fotek kilka.
Zatem dla tych co chcieli być a nie mogli z powodów różnych - oto kilka okruszków z wystawy:

Zaczęło się od wcześniejszych przygotowań: oto Boris i Slavko przy wieszaniu ilustracji.

















Oczekując na otwarcie:





















Słowo o wystawie i autorce powiedział Milan Vlasic, poniżej chwila zadumy. Wbrew pozorom (naszym pozom) nie gniewamy się na siebie:)





















Pierwsze gratulacje od członków folklorystcznego zespołu Dragatus (bardzo dziękuję Wam, że przyszliście!)

















Oglądanie czas zacząć:





































































Wieczór obfitował w niesamowite i radosne spotkania jak na przykład to z rodakami (i w dodatku Wrocławianami!) Ireną i Jackiem.
















Za wszytkie zdjęcia dziękuję Rokowi.
Mam nadzieję, szybko uzupełnić relację (czyt. jak tylko odstanę materiał "dowodowy" od pozostałych fotografów:)

Dziękuję:-)

Wam wszystkim, którzy przyszliście na otwarcie mojej wystawy serdecznie dziękuję za życzliwość, dobre słowa i bardzo mile spędzony czas!
Hvala vsim ki ste prišli na otvoritev moje razstave. Hvala za vaš čas, prijazne besede in zelo prijeten večer!

Friday, October 15, 2010

Wystawa! Razstava!

Scene iz življenja mačk
v soboto  23 oktobra 2010
ob 19 uri,
odpiramo razstavo ilustracij
Marie Szmatułe
v Geleriji Laterna v Črnomlju

lepo vabljeni!


Sceny z życia kota
w sobotę 23 października 2010
o godzinie 19
otwieramy wystawę ilustracji
Marii Szmatuły
w Galerii Laterna v Črnomlju

serdecznie zapraszamy! 




Thursday, October 7, 2010

"Sceny z życia kota", odcinek jeden z wielu :)

"Sceny z życia kota" odcinek jeden z wielu. Tym razem kot w lesie ciemnym i głuchym.

Sunday, October 3, 2010

W deszczu






















Akwarela, tusz, ołówek.