Tuesday, March 27, 2012

A w każdym oknie jakaś historia

Wszystkie obrusy złożone, solniczki i buteleczki z oliwą i octem winnym przygotowane na półce, krzesełka i stoliki sprzątnięte pod dachem, ogródek sprzątnięty. Sztućce zawinięte w koszyczku, serwetki równo poukładane, stoły nakryte, kosze opróżnione, automat do kawy pachnie wspomnieniem małej czarnej. Jeszcze ostatnie takty muzyki, zgaszone światła. Knajpka spokojnie czeka, przygotowana na kolejny pracowity dzień. Spokojnym krokiem wracam do domu w ciepły, wiosenny wieczór, nie... właściwie to w ciepłą, wiosenną - już noc. Spacerując samotnie uliczkami, między domami, między blokami zastanawiam się nad ludzkimi losami, nad historiami i opowiadaniami skrywającymi się za każdym zapalonym i każdym zgaszonym światłem... Już za chwilę i moja nocna lampka dołączy to tych opowieści.

Monday, March 26, 2012

chwilki- gwiazdy


"stali objęci, otaczał ją opiekuńczo ramieniem i pokazywał gwiazdy"
"stali so v objemu, razlagal ji je o zvezdah"

Sunday, March 25, 2012

niedziela

Niedzielny spacer. Skrzyżowanie. Dom Kultury. Dzielnica Trnovo. Brązowe "organiczne" bloki z drzewami na dachach i balkonach. Kościół pełen nowoczesnych i absolutnie niekiczowatych obrazów. Mostek. Wąskie uliczki. Dzielnica Krakovo. Czerwone dachy małych, niskich domeczków. Ciche zakątki, zakamarki, podglądanie życia przez uchylone okiennice. Niskie płotki skrywające zadbane warzywne ogródki (w myśl hasła, że każdy Słoweniec powinien jeść swoją marchewkę). Rzeczka Gradaščica, potem mostek i kładka. Rzeka Ljubljanica i jeszcze jeden most. To dzielnica Prule. Domki, domeczki, czerwone dachy, płotki i płoteczki. Kolejny most i wybrzeże. Knajpka za knajpką. Kawiarenka. Herbaciarnia. Winiarnia. Knajpka. Stoliczki. Krzesełka. Wysztkie wypełnione ludźmi. Przyjaciele. Rodzinki. Małe dzieci. Studenci. zakochane pary. Zapach kawy. Nagrzana całodziennym słońcem kostka brukowa. Koty. Platany. Przyjemny gwar łaskoczący w uszy przy każdym mijanym lokalu. Nadchodzący wieczór chłodzi policzki. W powietrzu unosi się jazz. Kolejny most i drugi brzeg. Droga powrotna wszytko obrócone: znów Ljubljanica. Knajpki, kawiarenki, rozmowy, gwar, śmiechy. Zapach kawy. Most. Prule. Domki i domeczki. Mostek. Czerowne dachy, niskie płoteczki i marchewka na Krakovem. Mosteczek. Trnovo i brązowe, "leśne" bloki. Kościół pełen obrazów. Znów most.
Dziś po Ljubljanie spaceruję tylko w wyobraźni - choroba zmusiła mnie do zawarcia bliższej komitywy z łóżkiem i poduszką już drugi dzień...



Saturday, March 24, 2012

Nad rzeczką Gradaščicą

Przechodzę tam niemalże codziennie. Obserwuję ich z mostu, który postawiono ponoć nie tak dawno temu (ale na pewno dawniej niż dwa i pół roku, bo za "moich czasów" most był już w tym miejscu, w którym jest teraz). Wody w wybetonowanym korytku jest czasem więcej, czasami mniej. Wszytko zależnie od kaprysów pogody. Ale spacerowiczów jest coraz więcej - z każdym cieplejszym dniem przybywa też psów. Łączki nad małą rzeczką Gradaščicą, która chwilę potem przepływając jeszcze pomiędzy Trnovem a Krakovem łączy się z Ljubljanicą, są idelanym miejscem do spacerów, spotkań, pogawędek na ławeczce, wymieniania poglądów o nowej karmie dla pupila lub do obwąchiwania nowych psich kolegów. Spacerowiczów z kudłatymi pupilami można tu spotkać o każdej porze dnia i roku:)



Thursday, March 22, 2012


tekst Marzena Krajewska

Wednesday, March 21, 2012

tekst Marzena Krajewska

Tuesday, March 20, 2012

tekst Marzena Krajewska

Monday, March 19, 2012

dziś bez tytułu

Zostałam poproszona o wzięcie udziału w pewnym projekcie. W jakim póki co nie zdradzę - wszytko w swoim czasie. Póki co próby i okruszki, niekoniecznie zapowiadające to co będzie. Tekst pani Marzeny Krajewskiej.

Tuesday, March 13, 2012

sen o domu

może ktoś rozpozna te domki? to fragmenty większych prac, które pokazałam już na blogu:-)


dom na skraju lasu i zielona sałata w ogrodzie


 "obiecał mi dom na skraju lasu i zieloną sałatę w ogrodzie"
"obljubil mi je hišo zraven gozda in zeleno solato na vrtu"

Sunday, March 11, 2012

portfolio

Moi Kochani. Niektórzy z Was już widzę zauważyli, że po prawej stronie bloga coś przybyło i klikają, wchodzą, oglądają moje PORTFOLIO. Tak - to co przybyło to jest to właśnie link do portfolio. Motyw domków niektórym z Was może znany z moich wizytówek (a Ci którym motyw znany z wizytówek nie był, teraz już wiedzą- takie właśnie domki mam na obecnych wizytówkach:)
Nie bójcie się używać linku do portfolio.



Moji Dragi! Vidim, da nekateri ste že sami opazili, da ja na pravi strani boga nekaj več in vstopate in gledate moj ​​portfoljio. Ja - to je tisto, kar je novega - povezava do portfolijaSlikico hiške nekateri od Vas morda že poznate iz moje vizitke (tisti izmed Vas ki niste bili seznanjeni s mojimi vizitkami, zdaj veste, da imam iste hišice na mojih poslovnih karticah :)
Ne sme Vas biti strah uporabljati povezave do portfolija.

Saturday, March 10, 2012

gołębie

Gołębie Lublańskie z pozoru niczym nie różnią się od tych Wrocławskich. Są tak samo grube, mają tak samo czerwone oczka i tak samo są koloru gołębiowego. Jednak to tylko pozory. W żyłach Lublańskich Gołębi płynie leniwie południowa krew... Jeśli tylko na krótką chwilę zatrzymać się na ulicy lub placyku i poobserwować Lublańskie Gołębie, wtedy od razu zaobserwować można jak są leniwe i ociężałe. Nie każdy rzucony na skwerku okruszek wart jest podskakiwania i trzepotu skrzydeł. Nie każdy pies czy kot wart jest wysiłku wzbicia się w powietrze aby usiąść w choć odrobinę wyżej położonym, bezpiecznym miejscu (zresztą psy i koty nie stanowią tutaj aż takiego zagrożenia, przecież w ich żyłach też leniwie płynie krew południowa). Na pierwszy rzut oka Gołębie Lublańskie mogą wydawać się nawet odważne czy nawet brawurowe - jakże wielkim szokiem było dla mnie kiedy po raz pierwszy jeżdżąc rowerem po starym mieście musiałam slalomem wymijać ptaszyska, które sprawiają wrażenie, że jest im zupełnie, ale to zuuuupełnie wszytko jedno czy zostaną rozjechane, rozdeptane czy zjedzone.
Powoli zaczynam się zastanawiać czy jest to kwestia południowej krwi, czy może podczas swoich gołębich obserwacji trafiłam na moment sjesty? a może po prostu to ewolucyjne zmiany i oto jesteśmy świadkiem powstawania nowego gatunku, a nasze dzieci obok innych nielotów takich jak ptak kiwi i kury będą wymieniać również gołębie? Jedno jest pewne określenie "dachowce" w przypadku Lublańskich "chodnikowców" zupełnie się nie sprawdza...

Friday, March 9, 2012

ptasi rwetes

Pewnego pięknego, grudniowego dnia wieszaliśmy wystawę na Bledzie. Ja cała zakaszlana i pociągająca nosem biegałam zrozpaczona tu i tam załamując ręce, szukając żyłek i tracąc nerwy nad tym jak tu zawiesić prace w Pomieszczeniu-Kóre-Jest-Zupełnie-Inne-Niż-Miało-Być.  Do akcji wkroczył Kamil i ze swoim stoickim spokojem w ciągu kilku minut rozwiązał większość problemów. To był pierwszy raz kiedy miał okazję wziąć w ręce każdą moją pracę i obejrzeć je "na żywo". Jakże wielkie było moje zaskoczenie kiedy potem usłyszałam, że tak na prawdę to moje prace są  s m u t n e... Pierwszy raz usłyszałam taką uwagę! A byłam święcie przekonana o swoim mistrzostwie w skrywaniu się - przecież do tej pory nikt nie odkrył faktu, że większość prac powstaje w chwilach otulonych melancholią...! Że większość prac jest stęsknionych, wyśnionych, rozmarzonych; że są jak ciepły, miękki, kolorowy sweter który wciągam na siebie w szare, zimne, smutne dni aby ogrzał moje ciało i serce; że są jak kubek gorącego kakao wypijany po długim zimowym spacerze.
No tak, na przyjaciół można liczyć nie tylko przy wieszaniu wystawy, ale też przy odkrywaniu własnych tajemnic :-)
Jakiś czas potem dostałam przesyłkę, a w niej symboliczną farbkę - słonecznie żółtą, radosną, optymistyczną. Prezent zobowiązuje. Może dlatego w ostatnim czasie słyszę tyle ciepłych i dobrych słów odnośnie swojej optymistycznie radosnej twórczości? 

Prawda jest taka, że chciałam wypróbować akwarelkę od Kamcia. Ptaszki powstały "same" jako efekt uboczny. Teraz widzę, że może była to jakaś podświadoma zapowiedź tego co będzie się działo na drzewkach przy knajpce w której pracuję - żółty, ptasi rwetes



Moji Dragi gledalci in brali iz Slovenije! Lepo se Vam opravičujem, ampak danes ne bo prevoda v Vaš jezik (torej če imate željo malo se nasmejati, tako kot vedno ko berete mojo slovenščino, pojdite prebrat nekaj vicov ali vprašajte prijatelje naj Vas malo požgačkajo). Če vseeno Vas zanima kaj sem napisala priporočam "strica" Google in njegov prevajalnik- mogoče to bo celo bolj zanimivo in zabavno kot moja poljska slovenščina!

Thursday, March 8, 2012

stada żółtych, małych ptaszków

Kawiarenko- knajpka "Pri Škofu", w której pracuję to urocze miejsce w jeszcze bardziej uroczym zakątku Ljubljany, o którym odrobinę już pisałam tutaj. Czas pracy obfituje w wszelkiego rodzaju wrażenia i emocje, codziennie spotkania z ludźmi miłymi, milszymi i z tymi ani trochę niemiłymi. To miejsce pełne wydarzeń, rozmów, dyskusji. Pełne radości, smuteczków, grubych kocurów i żółtych ptaszków na drzewkach.
(ostatnio z uporem maniaka wycinałam małe ptaszki z żółtego kartonu i porozwieszałam je na łysych drzewkach w okolicy knajpki, teraz dopóki wiosna nie rozwinie n nich swoich zielonych pąków, na gałązkach królują żółte, ptasie stadka, a drzewka nie są już takie nagie ;)

Wednesday, March 7, 2012

chwilki- sałata

"postawił przed nią ogromny talerz sałaty przyprawiony szczyptą miłości"
"prinesel je velik krožnik solate začinjene s ščepcom ljubezni

koteczek

Monday, March 5, 2012

widoczek

Wspomnienia z drogi do Celja.
Spomini z poti v Celje.


Sunday, March 4, 2012

wyruszyłaby sama nie wie dokąd

"najchętniej zostawiłaby wszytko i wyruszyła....sama nie wie gdzie...- do domu..."
"najraje pustila bi vse in odpotovala....same ne ve kam...- doma"


Saturday, March 3, 2012

chwilki- kakao

" ciepłe kakao jest dobre na sen..."
"topel kakv je dober za lepe sanje"

Friday, March 2, 2012

Krakovo

Małe, wąskie uliczki; niskie domeczki, grubaśne koty-leniuchy i restauracyjka "Pri Škofu" - to tutaj można ostatnio spotkać mnie najczęściej. Jak na ironię losu to stare Ljubljanskie osiedle nazywa się to Krakovskie osiedle, albo po prostu Krakovo...
Majhne, ozke ulice, nizke hiške, lene mačke- debeluške, gostilnica "Pri Škofu" - zadnje čase točno tukaj me lahko srečate najbolj pogosto. Kako smešno je to, da se ta star del Ljubljane imenuje Krakovo...Saj je Krakov najbolj znano mesto moje Domovine- Poljskie!


Thursday, March 1, 2012

chwilki- znnowu

"i znów piła sama kawę dla dwojga..."
"in spet je pila sama kavico za dva..."

chwilki- makaron


"makaron trzeci dzień z rzędu nie przekonywał jej..."
"ni bila navdušena nad špagetjem tretji dan zaporedom..."